Uwierzyłam…

     Dzisiaj napiszę o swoim nawróceniu 🙂 W jesieni swej nauczycielskiej kariery uwierzyłam w moc zeszytu, notatki z lekcji.

To już jesień mojej pracy w szkole, a ja ciągle…

 

    Od początku mojej pracy w szkole, od pierwszego spotkania z uczniami, powtarzałam „zeszyt to Twoje królestwo. Pracuj w nim, zapisuj, co chcesz”.

To zawsze było królestwo mojego ucznia

        Zdarzały się protesty rodziców i naciski na dzieci: przepisz, jak możesz tak gryzmolić… A moi uczniowie walczyli „a Pani powiedziała, że to mój zeszyt”.  Nie zaglądałam do zeszytów uczniów, bo w tych zeszytach i tak nie było zadań domowych (Dlaczego?  O tym pisałam w poście Zadawać, czy  nie zadawać).

          Mijają kolejne lata kariery nauczycielskiej, a ja nie zaglądam do zeszytów. Staram się nie zwracać uwagi uczniowi, który nie notuje. Ważne dla mnie jest to, czy mój uczeń liczy, ćwiczy pewne umiejętności. Wiem, że za chwilę i tak sprawdzę to na godzinnej karcie pracy. Jego ocena pokaże, czy ćwiczył na lekcji, czy powtórzył w domu? Co prawda męczy mnie kilku gimnazjalistów, którzy mają jeden zeszyt do wszystkiego, ale skoro na pracy pisemnej uzyskują oceny pozytywne, to…

   Aż tu nagle na Facebooku, w grupach nauczycieli stosujących ocenianie kształtujące, pojawiają się wpisy, zdjęcia OK zeszytów i pytanie, czy zeszyt pomaga się uczyć.

         I ja jak zwykle dałam się wciągnąć w OK wir 🙂 Przecież za mną kilkudniowe szkolenia dyrektorów z OK oceniania, z OK obserwacji, dwukrotne kilkugodzinne szkolenie rady pedagogicznej. To wszystko zaowocowało prawie dwuletnią pracą całej szkoły z elementami OK, a potem  spacerem edukacyjnym (nauczyciele odwiedzali siebie nawzajem i obserwowali swoje lekcje – założenie było takie, że matematyk zamiast obserwować innego matematyka, odwiedzał na przykład polonistę). Tyle za mną szkoleń, a mnie ciągle było mało…

      Zapisałam się na II edycję kursu internetowego OK zeszyt organizowanego przez CEO. I przepadłam z kretesem. Znów się okazało, że kilka lat przed emeryturą, wywracam do góry nogami swoje myślenie o notatkach na matematyce.

Ale po co znów, coś zmieniać!!!

       Powiem, że mnie to trochę zaczyna wkurzać, te ciągłe zmiany… Dlaczego nie mogę wyciągnąć żółtych karteczek z notatkami lat dziewięćdziesiątych, sprawdzianów i kartkówek z tamtych czasów!? Dlaczego? Bo nie! 😉

      Realizuję założenia kursu OK zeszyt i zmieniam swoje podejście do notatek. Nadal nie zaglądam do zeszytów, ale proszę uczniów o notowanie swoich refleksji na zakończenie lekcji, daję czas na  samoocenę. Zmieniam wszystkie prace pisemne. Walczę ze sobą, bo muszę zlikwidować po jednym zadaniu z każdej pracy, żeby znalazło się miejsce na tabelkę z samooceną ucznia, zostawiam miejsce na swój wpis obok każdej umiejętności sprawdzanej na sprawdzianie.

Pod każdą pracą pisemną umieszczam takie podsumowanie

      Jestem prawie z siebie zadowolona, podobają mi się zmiany, widzę ich sens, cieszą mnie wypełnione tabelki pod sprawdzianami.

   Kiedy najlepiej się uczymy? Kiedy uczymy innych! Tak zawsze mówiłam swoim uczniom. I mogę to wypróbować w praktyce. Zaczynam pracować i pomagam realizować zadania na III edycji OK zeszytu. Spotykamy się na spotkaniu regionalnym. Przychodzą tam uczennice nauczycielki polskiego, która ukończyła I edycję kursu. Każda z uczennic trzyma swoje trzy zeszyty. I to jak  je trzymają! Jak najbardziej wartościową rzecz, z czułością. Dziewczyny opowiadają o swojej przygodzie z OK zeszytem, mówią o tym, jak notowały kiedyś, a jak teraz. Pokazują ten sam temat, który każda ma inaczej zapisany. Słuchamy o tym, jak się uczą,  jak do zeszytu wpisują sobie notatkę z książki. Wszystko mają w zeszycie, uczą się z niego do sprawdzianów. Jestem  zafascynowana. Wracam do domu samochodem i myślę, co z moimi uczniami… Przypominam sobie początek swojej lekcji, kiedy mówię, że można sprawdzić w zeszycie, co ostatnio robiliśmy. Kto tam szuka odpowiedzi na moje pytanie? Dlaczego tak mało zagląda? Nie chcą, czy niewiele mają zanotowane?

     Ósma rano, lekcja pierwsza, dnia następnego, a ja zaczynam od  filmiku CEO 

A po filmiku zadaję uczniom pytania:

„Czy Twój zeszyt pomaga Ci się uczyć się? A może wypisujesz w nim długopis, nigdy do niego nie zaglądasz, a na koniec roku wyrzucasz?” potakują, szczególnie gimnazjaliści…

   Potem opowiadam o dziewczynach, o ich sposobie notowania, o ich zeszytach, które są dla nich takie ważne.

   Moim piątoklasistom proponuję doświadczenie, zeszyt A5 zamieniamy na format A4, bo piszemy w pionie i zobaczcie, jak zmieniły się notatki:

Tak pisaliśmy kiedyś….
Pierwszy dzień doświadczenia. Czy format A4 jest lepszy?
Słyszałam rozmowy, tak mi wygodniej…

 

          Teraz wymyśliłam sobie taką misję, że gdy idę na zastępstwo, zaczynam od filmiku CEO i dyskusji o zeszytach. Wnioski są smutne, okazuje się, że zeszyty naszych uczniów nie mają dla nich żadnej wartości, to najczęściej takie śmietniki, do których jak się coś wrzuci, to potem się  nie zagląda…

Jakie będę efekty mojej misji?